- Jeszcze chwilę Regi...
- Żadną chwilę, tylko wstawaj. Teraz!
- Obudź Blacka, nie mnie.
- Już nie śpię Jaz...
- Och na Merlina. Dajcie mi jeszcze pięć minut.
- O nie! Żadnych pięć minut laska. Wstawaj!
Po tych słowach, dziewczyna, została złapana za nogi i zrzucona z łóżka. Niemal natychmiast stanęła na nogi i groźnie popatrzyła na swoje przyjaciółki, które cicho chichotały, widząc wściekłą minę Jasminy.
- Jeszcze mnie popamiętacie - warknęła, po czym zgarnęła ciuchy i poszła do łazienki. Wzięła szybką kąpiel, umyła zęby i przejrzała się w lustrze. Krótkie, sięgające ramion, gęste, czarne włosy, nie chciały się odpowiednio ułożyć. Przejechała je kilkakrotnie szczotką, ale nie przyniosło to żadnych rezultatów. Westchnęła sfrustrowana. Jak zawsze, jej włosy robiły wszystko, co chciały i nie mogła nad nimi zapanować. Po pięciu minutach codziennej walki z nimi, poddała się i przyjrzała lepiej swojej twarzy, orzechowym oczom i tym okropnym okularom, których tak nie cierpiała. Już dawno zamierzała zamienić je na soczewki, jednak... Jednak okulary nadawały jej twarzy swoisty, nieco uroczy wygląd i jakoś nie potrafiła się z nimi rozstać. Westchnęła ponownie, po czym odwróciła się i wyszła z łazienki.
W pokoju, czekały już na nią jej najlepsze przyjaciółki i współlokatorki. Długonoga piękność, o lśniących czarnych włosach i przebiegłym spojrzeniu czarnych oczu, której pragnął niemal każdy chłopak w szkole - Serena Black. Inteligentna, szczupła blondynka z włosami sięgającymi ramion - Regina Lupin. I ostatnia, niska, pulchniutka blond włosa dziewczyna, adorująca pod każdym względem Jasminę i Serenę - Petitta Petegriew.
- Nasza księżniczka się wreszcie wyszykowała? - zakpiła Serena.
- A owszem, Seri, wyszykowałam się - odparła z przesłodzonym uśmiechem, brązowooka okularnica, znana powszechnie jako Jasmine Potter - Idziemy? Jestem głodna jak wilk.
- I tak na pewno nie głodniejsza od Petitty - zażartowała Black, wymierzając kuksańca blond włosej przyjaciółce, która w odpowiedzi, tylko pisnęła oburzona, na co wszystkie cztery się zaśmiały.
Na śniadanie, dotarły akurat w samą porę. Zajęły swoje miejsca i z apetytem poczęły pałaszować kolejne porcje, plotkując przy tym wesoło. Jaz szybko się jednak najadła i powoli, grzebała widelcem w jajecznicy, gdy nagle, do jej uszu dotarły ciche szepty i piski. Wiedziała, że taką reakcję mogła wywołać, tylko jedna grupka osób. Odwróciła głowę i skierowała spojrzenie ku drzwiom prowadzącym do WS, po czym westchnęła tęsknie.
- Co jest? - zapytała Serena, widząc dziwną minę koleżanki.
W odpowiedzi Jasmina, tylko wskazała głową drzwi i teraz, już wszystkie trzy wpatrywały się w ten sam punkt z zachwytem wymalowanym na twarzach.
W wejściu, stało trzech, najprzystojniejszych czarodziejów w całym Hogwarcie. Jednym z nich, był wysoki blondyn, o niebieskich oczach, obok których nie mogła przejść obojętnie, żadna dziewczyna - Aramis Lorens. Obok, stał postawny brunet, o pełnych ustach. Ścigający Gryffindoru, mający każdą dziewczynę, jakiej by tylko zapragnął - Danny Meadowes. I pozostał ostatni, ale nie mniej przystojny, rudowłosy chłopak o przeszywającym spojrzeniu, inteligentnych, zielonych oczu. Szukający gryfonów. I najwspanialszy facet pod słońcem, przynajmniej dla Jaz - Lucas Evans.
Chłopcy, rozmawiając po cichu, skierowali się w kierunku stołu i zajęli swoje miejsca. Jasminie przeszła już ochota na jedzenie. Teraz jej jedynym zajęciem, było wpatrywanie się w Lucasa. W jego pełne wargi, cudowne włosy i najwspanialsze na ziemi zielone oczy. Znów westchnęła przeciągle.
- Gapisz się - usłyszała z boku głos Reginy.
- Co? Nie, wcale nie! - powiedziała natychmiast, odwracając wzrok od rudzielca i spoglądając ponownie na talerz, czemu towarzyszyły trzy wybuchy śmiechu.
- Daj spokój - powiedziała Serena - Przecież doskonale wiemy, że podoba ci się od pierwszej klasy. Z roku na rok coraz bardziej.
Jasmine poczuła, jak na policzki wypływają jej rumieńce. Dziewczyny również to dostrzegły i zaśmiały się z jej reakcji.
- No dawaj. Zagadaj do niego - zapiszczała cichutko Petitta. - Przecież już to robiłaś.
- No tak. Ale przecież ostatnim razem dał mi jasno do zrozumienia, że ma dość tego mojego ciągłego latania za nim i prób umówienia się na randkę.
- Posłuchasz go? - zapytała unosząc wymownie brwi Serena.
Jaz patrzyła przez chwilę na przyjaciółkę, a potem przeniosła spojrzenie, na Lucasa. Na jego piękne ciało i szmaragdowe oczy. Znała odpowiedź na zadane pytanie.
- Oczywiście, że nie - odpowiedziała z westchnieniem, po czym gwałtownie wstała od stołu i ruszyła w kierunku rudowłosego, który właśnie ruszył ku wyjściu z Wielkiej Sali - Lucas! - krzyknęła za chłopakiem, który słysząc, że go woła tylko przyspieszył.
Dziewczyna jednak się nie zniechęciła i dogoniła go w wejściu, zagradzając drogę ucieczki.
- O co chodzi? - zapytał Lucas.
- Bo widzisz - zaczęła Jaz, odruchowo przejeżdżając palcami przez włosy, na co zielonooki tylko westchnął zniecierpliwiony - Za tydzień jest wyjście do Hogsmeade i chciałabym, żebyś poszedł ze mną.
- Nie - padła krótka odpowiedź, po czym chłopak ponownie chciał wyjść, jednak brązowooka znów zagrodziła mu drogę.
- Ale dlaczego? - jęknęła niezadowolona.
- Może dlatego, że mnie irytujesz tą swoją natarczywością - odparł ze zniecierpliwieniem w głosie.
- Umów się ze mną, to odpuszczę i już więcej nie będę cię dręczyć - odparła natychmiast.
Lucas nie zdążył nic odpowiedzieć, gdy zbliżyli się Danny i Aramis.
- Hej Jaz - uśmiechnął się do dziewczyny Danny.
- Siema - odpowiedziała wpatrując się w przybyszów z nadzieją.
Obaj zawsze ją lubili, więc istniała szansa, że przekonają Lucasa, by umówił się ze swoją adoratorką. Jednak chłopcy dostrzegli, że ich rudowłosy przyjaciel nie wygląda na zbyt szczęśliwego i zaniepokojeni popatrzyli po sobie, po czym Aramis zapytał:
- Co się stało?
- Znów chce, żebym się z nią umówił - powiedział z rezygnacją Lucas, odwracając się z niezadowoloną miną do kolegów.
Ci spojrzeli po sobie i wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym spojrzeli psotnie na przyjaciela, który natychmiast zrobił się czujny.
- Co wy zamierzacie? - zapytał niepewnie.
- Ach, no wiesz. Nic wielkiego. Tylko jak się z nią nie umówisz, to coś jej powiemy - odparł z przebiegłym uśmieszkiem Danny.
- Ale chyba nie TO? - zapytał Lucas z szeroko otwartymi ze strachu oczami.
- Owszem. TO! - odparł z samozadowoleniem czarnowłosy.
Lucas przez chwilę wpatrywał się w przyjaciela z szeroko otwartymi z przerażenia oczami. Potem w tych szmaragdowych źrenicach zapłonęły iskry gniewu.
- Zachowuj się przyzwoicie - ostrzegł czarnowłosy - Chyba, że chcesz, żeby się dowiedziała.
- O czym mam się dowiedzieć? - zapytała ze szczerym zainteresowaniem Jaz.
- No właśnie, o czym? My też chcemy wiedzieć - dodała Serena, która podeszła do nas razem z Reginą i Petittą.
- Więc jak Lucas? Mam im powiedzieć? Czy może jednak umówisz się z Jasminą? - zapytał z przebiegłym uśmieszkiem Danny.
Rudowłosy wpatrywał się w nas wszystkich spod zmrużonych oczu przez dłuższą chwilę, ale w końcu się poddał i z westchnieniem oznajmił:
- Dobra, już dobra. Niech będzie. Umówię się z tobą Jaz - powiedział, na co szeroko uśmiechnęłam się z radości. - A teraz chcę się przejść, wiec bądźcie łaskawi dać mi chwilę spokoju - mruknął niezadowolony i udał się do wyjścia.
Nie dane mu było jednak odejść, gdy nagle podbiegła do niego niewysoka dziewczyna, o czarnych, odrobinę przetłuszczonych włosach i ciemnych oczach, wołając:
- Cześć Lucas!
Chłopak odwrócił się natychmiast i posłał jej miły uśmiech.
- Cześć Savanah. Co słychać?
Jaz przyglądała się z zazdrością swojej rywalce. Doskonale wiedziała, że Savanah jest zadurzona w Lucasie niemal tak bardzo jak ona sama. W dodatku, Lucas wyglądał na dużo bardziej zadowolonego z towarzystwa ślizgonki, niż jej własnego. Fuknęła zirytowana. Nie mogła przecież pozwolić Savanah tak bezwstydnie flirtować z JEJ Lucasem. Pewnym krokiem zbliżyła się do pary i nie zwracając uwagi na czarnowłosą, zepchnęła ją biodrem na bok i stanęła przed Lucasem.
- To o której się umawiamy? - zapytała, ponownie przeczesując włosy w naturalnym odruchu, przez co Lucas ponownie zmierzył ją nieprzychylnym spojrzeniem.
- Może być 13 - westchnął zrezygnowany.
Jaz uśmiechnęła się zwycięzko pod nosem, ciesząc się, że wreszcie uda jej się pójść na randkę z ukochanym swoich marzeń, gdy nagle, poczuła, że ktoś odpycha ją na bok, tak że niebezpiecznie się zatoczyła, ale w ostatniej chwili, przed upadkiem uchroniły ją ramiona Lucasa.
- Ty...ty... Umówiłeś się z nią!? - wykrzyknęła przerażona Savanah.
- Jakoś tak wyszło - odparł, chłopak wzruszając ramionami.
- Ale... Dlaczego!? Przecież nawet jej nie lubisz! Po co umawiasz się z taką jędzą? Chce cie tylko zaliczyć. Nie zależy jej na tobie. To zdzira, której nawet na tobie nie zależy! - zaczęła wrzeszczeć, z histerią w głosie.
- Uspokój się Sav... - zaczął Lucas, ale czarnooka przerwała mu w pół słowa.
- Już jej bronisz! Widzisz! Owinęła cię sobie wokół palca! To oszustka i zdzira jakich mało!
- Odszczekaj to! - krzyknęła zdenerwowana Jaz - Odszczekaj to natychmiast!
- Zmuś mnie do tego - odpowiedziała wyzywająco, ślizgonka, stając z Potterówną twarzą w twarz.
Dziewczyny mierzyły się przez chwilę wzrokiem, po czym Jasmine rzuciła się na Savanah i uderzyła ją z liścia w twarz. Po chwili, rozpętało się piekło. Dziewczyny zaczęły się okładać pięściami, a Lucas próbował je rozdzielić. Po chwili z pomocą przyszli mu Danny i Aramis, a Serena, która przybiegła razem z nimi, zaczęła dopingować koleżankę.
- Mogłabyć być cicho - warknął na nią nieźle wkurzony Danny.
- Wybacz skarbie, ale za dobrze się bawię - odpowiedziała, czarnowłosa, przyglądając się poczynaniom swoich znajomych.
Po kilku minutach, chłopcy w końcy rozdzielili Savanah i Jasmine, które nadal groźnie na siebie łypały. Nie minęła długa chwila, a obok nich, pojawiła się dyrektora. Była wysoką, podstarzałą kobietą, o długich, białych włosach sięgających pasa i przeszywającym spojrzeniu niebieskich, wodnistych oczu.
- Co się tu dzieje? - zapytała.
- Ech... No... One... - zaczął niepewnie Aramis, ale Lucas przerwał mu w pół słowa.
- Pobiły się, ponieważ umówiłem się z Jaz.
Wszyscy poparzyli zdumieni na Evansa, ale dyrektorka tylko się uśmiechnęła.
- Ach ta młodzieńcza miłość. Pamiętam jeszcze okres, kiedy sama ją przeżywałam. Ach... To były wspaniałe czasy. Chociaż może profesor Miguel McGonagall mi nie odmówi, jak zaproszę go randkę. W końcu nie skończyłam jeszcze dwustu lat. Jestem jeszcze młoda. Szmat życia przede mną. Nikt nie mówił, że nie można randkować. Co prawda umawianie się z własnym pracownikiem i do tego młodszym, nie jest chyba odpowiednie. Ale jak teraz nie zaryzykuję, to niby kiedy. Taak... Zaproszę go na kolację. Hmmm... Może nawet połączoną ze śniadaniem...
Uczniowie patrzyli, jak ich dyrektorka, Albina Dumbledore, machając na boki zgrabnym tyłeczkiem, rusza w kierunku stołu nauczycielskiego, w celu poderwania wychowawcy gryffindoru.
- To... To było dziwne - stwierdził Danny.
- Ale nawet w stylu Albiny - odparła Serena.
- No w sumie...
- Hej! Gdzie Lucas!? - wykrzyknęła Jasmine, rozglądając się na boki i szukając wzrokiem rudej czupryny.
- Pewnie wyszedł, wkurzony waszą kłótnią - odparł Aramis, patrząc ostro na dwie dziewczyny.
- Ej... Nie patrz tak na mnie! - warknęła Savanah - To ona zaczęła..
- Ja!? Jeszcze czego! To ty zaczęłaś.
- Nie. Ty!
- Ty!
- Ty!
- DOŚĆ! - krzyknął blondyn. - Właśnie dlatego sobie poszedł. Bo jesteście po prostu nieznośne! Nie dziwię się, że miał was dość.
- Pójdę go poszukać - stwierdziła Jasmine, czując ukłucie poczucia winy.
- Ok, leć. A ty wracaj do siebie - powiedział Danny, posyłając Serenie mordercze spojrzenie.
Jaz, wyszła z Wielkiej Sali i udała się w kierunku wyjścia. Rozglądała się niepewnie na boki, szukając zielonookiego, nigdzie go jednak nie zauważając. Dziewczyna wyszła na błonia, gdzie wreszcie go dostrzegła. Siedział samotnie na pomoście, a na jego ciało spadały kropelki deszczu. Jaz ruszyła niepewnym krokiem w stronę chłopaka, niepewna, co powinna zrobić i jak się zachować.
- Po co tu przyszłaś? - zapytał szorstko, gdy stanęła tuż za nim.
- Jaa... Ja chciałam przeprosić - odpowiedziała siadając obok niego.
- I co myślisz, że to wystarczy? - spytał, patrząc na nią spod uniesionych brwi.
- Myślę, że tak - odparła, przeczesując włosy palcami.
- Musisz to ciągle robić? - zapytał Lucas, patrząc na brązowooką ze zmarszczonymi brwiami.
- Owszem. To poprawia mój wygląd - odpowiedziała mrugając do niego.
- Tiak... Jasne... - prychnął, po czym sam przeczesał jej włosy palcami - Teraz wyglądasz dużo lepiej.
Potter wpatrywała się zdumiona w Evansa, który przestał zwracać już na nią uwagę i wpatrywał się w taflę jeziora. Przez chwilę, siedzieli w ciszy, gdy nagle, do uszu dziewczyny dobiegło ciche westchnienie. Odwróciła głowę od jeziora, któremu się przyglądała i spojrzała w twarz Lucasa, który wpatrywał się prosto w nią. Poczuła, jak dreszcze przebiegają jej po plecach, gdy jego ręka dotknęła jej policzka.
- Nie znoszę cię - powiedział, a jej oddech na chwilę stanął - Ale mimo tego, nie mogę ci się oprzeć.
Nim Jaz zdążyła przetrawić zasłyszane słowa, poczuła na ustach dotyk miękkich, pełnych warg. Wielokrotnie im się przyglądała. Wielokrotnie marzyła by ich zasmakować. Ale marzenia nawet w niewielkim stopniu nie oddawały prawdziwej przyjemności, którą czerpała z tego pocałunku. Nie trwało to jednak długo. Po kilku sekundach, Lucas odsunął się od niej i wstał, wsadzając niedbałym ruchem ręce do kieszeni, po czym ruszył w kierunku zamku.
- Do zobaczenia w sobotę - powiedział na odchodnym, pozostawiając mocno zarumienioną Jasmine na pomoście.
- Do zobaczenia...
---------------------------------------------------------------------------

Czekam na komentarze i od razu mówię, że postaram się rozdział 62 napisać jeszcze przed piątkiem, bo wtedy wyjeżdżam i nie będzie mnie przez ponad tydzień.
Pozdrowionka ;)
P.S. Tu obok macie coś, co mnie zainspirowało, do napisania tej miniaturki :D