Tak myślę i myślę i zdecydować się nie mogę. Ale zaraz! Chyba jednak to zrobię! A może nie? Co ja plotę, oczywiście, że to zrobię :P Assarii Cleto to rozdział dla Ciebie. Nienormalni muszą trzymać się razem :D
Wtuliłam się w pierś Jamesa.
Już nic mu nie groziło. Nic mu nie groziło.
Jednak mimo tego, nie byłam w stanie puścić chłopaka. Tak bardzo cieszyłam się, że wszystko dobrze się skończyło.
W pewnym momencie poczułam, jak James obejmuje mnie w tali. Normalnie pewnie bym go walnęła w tą jego łapę i na niego nawrzeszczała. Jednak nie dzisiaj. Cieszyłam się, gdy mnie przytulił. Dopiero wtedy byłam naprawdę w stanie uwierzyć, że wszystko skończy się dobrze.
Siedzieliśmy tak razem na środku korytarza. Sami. W ciszy. Spleceni w uścisku, który mógłby się nigdy nie skończyć. To była wspaniała chwila. Tylko my dwoje.
W końcu podniosłam głowę i spojrzałam w oczy Jamesa. W te piękne orzechowe oczy. Byliśmy blisko siebie. Bardzo blisko. Nasze twarze dzieliły zaledwie milimetry. W mojej głowie odezwał się cichy głos:
Pocałuj go.
Nie!
Chcesz tego. Zrób to. Pocałuj go.
N-nie...
Kogo ty chcesz oszukać co? Przecież tego pragniesz. No już, dawaj!
Głosik był cichy, ale wyjątkowo uparty. A ja naprawdę nie miałam ochoty się z nim spierać. Miał rację. Tak bardzo pragnęłam go pocałować.
Co się ze mną dzieje?
Hormony buzują, z miłością całują, więc się im poddaj, chłopakowi całusa daj.
Głos w głowie stawał się coraz bardziej naglący. A patrząc Jamesowi w twarz, na prawdę nie miałam siły mu się opierać. Rogacz przysunął się jeszcze bliżej, tak, że nasze wargi niemal się stykały. Wtedy na sekundę się zatrzymał.
I ta właśnie sekunda zwłoki sprawiła, że nie dane nam było dokończyć, tego co zaczęliśmy. Z korytarza obok wybiegł zdyszany Syriusz, a za nim biegła pielęgniarka. Na nasz widok Łapa zatrzymał się z poślizgiem i wpatrywał się w naszą dwójkę z szeroko otwartymi oczyma. Pielęgniarka zignorowała go i szybko do nas podbiegła. Chcąc, nie chcąc musieliśmy się od siebie odsunąć.
Pani Pomfrey natychmiast uklękła obok Jamesa i zaczęła go badać różdżką. Odsunęłam się od chłopaka , aby nie zakłócać badań. Zmartwienie stanem Rogacza powróciło do mnie ze zdwojoną siłą. Miałam nadzieję, że będzie cały i zdrów.
W końcu, po kilku minutach pielęgniarka wstała i ze zdziwieniem stwierdziła:
-No cóż Potter. Chyba miałeś szczęście. Nie widzę żadnych obrażeń. Jest kilka wewnętrznych, ale zaczynają się goić. Jak pójdziesz teraz do dormitorium i się prześpisz, to jutro będziesz mógł iść na lekcje.
- Wie Pani co? Ja się chyba jednak najlepiej nie czuję - odpowiedział pospiesznie, przykładając rękę do głowy w geście bólu.
Pielęgniarka potrząsnęły tylko głową z politowaniem i powiedziała:
- Za dobrym aktorem to ty Potter nie jesteś. No ale dobra, wstawaj. Dam ci eliksir wzmacniający i będziesz mógł iść na kolację. Ale potem od razu do łóżka, jasne?
- Tak jest Pani generał! - odpowiedział Rogacz wstając pospiesznie i salutując pielęgniarce.
Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Po chwili jednak odwróciła się i spokojnym krokiem poszła w kierunku gabinetu, a James podreptał za nią. Na odchodnym Pomfrey zawołała:
- Evans, Black. Wy też do mnie. Migusiem!
Wstałam z zamiarem wykonania nakazu pielęgniarki, jednak gdy tylko stanęłam w pionie, zakręciło mi się w głowie i musiałam oprzeć się o ścianę, żeby nie upaść. Nie umknęło to uwadze Syriusza, który szybko podszedł w moim kierunku.
- Wszystko ok, Ruda?
- Tak spoko. Po prostu trochę zakręciło mi się w głowie.
- No wiesz. James już tak ma, że dziewczyny przy nim mdleją.
- A odczep się - powiedziałam odpychając się od ściany, jednak znów nie mogłam złapać równowagi. Gdyby nie to, że Łapa podparł mnie niemal w ostatniej chwili, właśnie wyglebałabym się na ziemię, zażywając przyjemnej drzemki.
- Hej! Na pewno wszystko dobrze? - zapytał z troską.
- Trochę kiepsko się czuję - przyznałam.
- No dobra. W takim razie chodź, i tak idziemy do SS.
Więc ruszyliśmy wolnym krokiem za Pomfrey i Jamesem, mimo, że już dawno zniknęli nam z pola widzenia. Przez chwile szliśmy w ciszy, Syriusz asekurując mnie, żebym się nie wywaliła, a ja opierając się na jego ramieniu. Jako pierwszy odezwał się Łapa.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Wal.
- Co się tam stało w korytarzu?
- To znaczy?
- No wiesz. Wtedy, tuż przed naszym przyjściem. Moim i Pomfrey.
- Leczyłam Jamesa.
- Właśnie widziałem - odpowiedział z huncwockim uśmieszkiem. - Buziaczki na pewno wydobyły z niego sporo życia, co nie Evans?
- Black...
- Widzę, że wreszcie się złamałaś. Nienaganna Pani Prefekt, była tak namiętna, że aż obudziła pogrążonego w głębokim śnie, poranionego Pottera.
- Black...
- Och, a może zdarzyło się coś więcej, co Evans? Ha! Już sobie wyobrażam, jak pocałunkami leczysz klatę Jamesa. Och! Żadna dziewczyna by się nie oparła pokusie, by te pocałunki skierować ciut niżej - powiedział z cichym chichotem.
- Black, ty skretyniały idioto! Jeżeli zaraz się nie zamkniesz, to wezmę ci odetnę ten parszywy język i powieszę na korytarzu, żeby sobie go te twoje fanki podziwiały.
- Och, co ja słyszę. Czy to nie słodki głosik mojej wybawicielki? I w dodatku nie drze się na mnie! Jak widać mam farta.
Właśnie weszliśmy do SS, gdy James to mówił. Jego twarz wykrzywiał huncwocki uśmiech. Jednak ten był inny od Syriuszowego. Mniej bezczelny, ale bardziej kuszący. Miałam tak wielką ochotę go pocałować. W mojej głowie odezwał się głosik.
Zrób to.
O nie! Nie ma mowy! Nie namówisz mnie!
Już raz prawie mi się udało.
Fakt, ale PRAWIE robi wielką różnicę.
Głos w głowie wreszcie się zamknął. I dobrze. Jak na dzisiaj, to mam go już dość. Wróciłam do rzeczywistości i dopiero wtedy zorientowałam się, że chłopcy przyglądają mi się z niepokojem.
- Co jest? - zapytałam.
- Czyżbyś rozmarzyła się o pocałunku z Jamesem? - zaśmiał się Syriusz.
Przybrałam groźną minę i walnęłam go otwartą dłonią w potylicę. Dobrze, że nie wiedział, jak blisko był prawdy. Nie dałby mi wtedy żyć.
Syriusz potarł bolącą głowę ręką, po czym spojrzał na mnie z gniewem. Jednak w jego oczach w dalszym ciągu czaiła się wesołość.
- Uważaj, bo jeszcze cię puszczę.
- To ja się wtedy wywalę.
- A ja będę się śmiał.
- To ja cię podetnę.
- Więc cię przygniotę.
- Ja się wtedy odturlam.
- Ta ja cię zacznę łaskotać.
- A ja cię kopnę.
- Wtedy ja...
Jednak nie zdążył skończyć zdania, gdyż pojawiła się pielęgniarka. Widząc w jakim jestem stanie kazała Syriuszowi doprowadzić mnie do łóżka na którym siedział rozbawiony naszymi przekomarzaniami Potter. Kiedy już usiadłam Łapa mnie puścił, jednak wciąż bolała mnie głowa, więc podparłam się na Jamesie. Pomfrey dała nam obojgu eliksiry wzmacniające. Natychmiast poczułam się lepiej, a gdy spróbowałam wstać, głowa mnie już nie bolała. James też już stał i uśmiechnął się do mnie mrugając przy okazji. Moje policzki lekko się zaróżowiły, jednak chłopak, jak na gentelmena przystało, udawał, że wcale tego nie zauważył.
Pielęgniarka przywołała mnie gestem ręki, podeszłam więc do niej szybko.
- Wykazałaś się zdrowym rozsądkiem Lily. Gdyby nie ty, wyzdrowienie Jamesa mogłoby potrwać dłużej. 25 pkt dla Gryffindoru. A teraz wracajcie już wszyscy troje do dormitorium. Na kolację już nie zdążycie, ale wyślę wam coś do zjedzenia przez skrzata.
Skinęłam tylko głową, po czym odwróciłam się i łapiąc chłopaków za łokcie, wyprowadziłam ich ze Skrzydła Szpitalnego. Wracaliśmy do dormitorium w świetnych nastrojach paplając przy tym jak małe dzieci.
- Lily! Umówisz się ze mną? - zapytał w pewnym momencie James.
- Kiedy nastąpi koniec świata.
- Syriuszu! Słyszałeś?
- No jasne! Trzeba wymyślić zaklęcie niszczące świat!
Zaśmiałam się, słysząc obu Huncwotów. Dobrze, że wszystko znów jest po staremu.
-------------------------------------------------------
Rozdział napisany. Mam nadzieję, że się podoba. W sumie, to gdyby nie Assarii Cleto to bym go chyba nie napisała. Dzięki, za te wszystkie komentarze. Bardzo mnie podbudowały :) No, ale już nie będę przedłużać. Miłego czytania. Z góry przepraszam za błędy.